Od danych do backlogu, który developer bierze od ręki
Zacząłem od danych, żeby zobaczyć, gdzie ludzie odpadają i ile to kosztuje. Potem przeszedłem przez kluczowe strony, zaczynając od telefonu, bo tam odbywała się większość sprzedaży. Każdą obserwację opisałem w ten sam sposób: co widzę, co z tego wynika i co proponuję. Otwarcie zaznaczałem też, czego nie wiem, na przykład gdzie dane są niepełne albo gdzie ankieta nie dociera do klientów firmowych.
Na koniec każdą zmianę oceniłem w trzech wymiarach: wpływ na sprzedaż, pewność, że zadziała, i koszt wdrożenia. Najwyżej ocenione trafiły do backlogu jako gotowe zadania: co zmieniamy, dlaczego i jak dokładnie ma działać na telefonie i komputerze, razem z makietami. Developer nie musiał niczego zgadywać, a właściciel widział, od czego zacząć.